Klimient Woroszyłow
No cóż, aktualnie figuruje najwyżej jeśli chodzi o moje zainteresowania.
Posłużę na początku się cytatem z książki 'Stalin. Dwór czerwonego cara" :
"Jasnowłosy, rumiany, z błyszczącymi oczami, odznaczał się łagodnym charakterem i niezrównaną odwagą. Ale pod tą anielską uprzejmością kryło się coś złowrogiego, zwłaszcza w wykroju ust, które zdradzały drażliwe usposobienie, mściwe okrucieństwo i zamiłowanie do dyrastycznych rozwiązań."
Otóż mały Klim urodził się i wychował na terenach obecnej Ukrainy ( 4 lutego 1881 ). Jego rodzina była dość biedna, więc chłopiec w wieku 7 lat pracował już na kopalni żeby pomóc ojcu w utrzymaniu domu. Później zdobył pracę gońca pocztowego i tam właśnie przyszły marszałek ZSRR pierwszy raz zetknął się z jazdą konną, a ta umiejętość pozwoli mu później zasłynąć u boku Budionnego w Konnarmi. Jako młodzieniec związał się silnie z ruchem komunistycznym- do partii wstąpił w 1903 roku, rok później stanął na czele komunistów w Ługańsku. W czasie rewolucji w 1905 roku organizował drużyny bojowe i uzyskał spory autorytet wśród miejscowych działaczy.
Z Stalinem spotkał się pierwszy raz w Finlandi , gdzie dzieli ze sobą pokój ( Międzynarodówka w 1906 roku). Z tamtego okresu Klim zapamiętał Stalina jako kłębek nerwowej energii, który lubił siadać na skraju łóżka i recytować z pamięci wiersze. Drugi raz spotkali się w Gruzji gdzie przyszły marszałek schronił się przed ochraną. Tam jednak Klim się rozchorował a Stalin ( wówczas posługujący się pseudonimem Koba) opiekował się nim, i pomógł mu wrócić do zdrowia. Woroszyłow nie pozostał długo na terenach Kaukazu, gdyż policja wpadła na jego trop, schwytała i zesłała na Sybir. Wiele źródeł podaje też że zaprzyjaźnił się z przyszłym dyktatorem w Carycynie, gdzie wspólnie dowodzili jego obroną w czasie wojny domowej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej wchodził w skład dowództwa Konnarmi Budionnego i w związku z tym odnalzłam pewną ciekawą historię, jaką opisał Budionny w swoim pamiętniku:
Pierwszy raz, 19 sierpnia pod Lwowem, gdy Konarmia znajdowała się już niecałe 10 km od miasta, Budionny i Woroszyłow spali właśnie w stogu siana. W pewnym momencie przypadkowo obudził ich zbłąkany polski żołnierz również poszukujący noclegu. Bolszewicy szybciej zorientowali się w sytuacji i Polak, który mógłby łatwo wziąć ich do niewoli, teraz sam został złapany. Tak zapamiętał to sam Budionny:
Jezus Maria!", wykrzyknął Polak. Kim jesteście?! Nie strzelajcie, tylko ja jeden pozostałem!".
To jest Budionny, a ja Woroszyłow".
Żołnierzowi odebrało mowę. Wywrócił oczy i mógł tylko zerkać na ludzi, o których słyszał same okropieństwa."
Wspierany przez Stalina, Woroszyłow wspinał się coraz wyżej aż w 1925 roku został komisarzem do spraw wojskowych ( po śmierci poprzednika Frunzego, towarzysza broni z wojny domowej- Woroszyłow przygranął jego osieroconego syna Timura). Klim zaprzyjaźnił się wówczas z Nikołajem Bucharinem, wybitnym działaczem komunistycznym, nazywanym przez Lenina " ulubieńcem partii". Ta znajomość zakończyła się jednak tragicznie- podczas wielkiej czystki Stalin postanowił Bucharina zlikwidować i zaczęła się na niego nagonka. Zrozpaczony Nikołaj napisał do Klima dość wzruszający list w którym zapewniał o swojej niewinności i prosił przyjaciela o wstawienie się za nim. Woroszyłow jednak odpisał mu niezwykle oschle i oficjalnie kończąc swój list słowami: ...będę cię miał za zdrajce i szubrawca. Zrozpaczony Bucharin widząc że zniknęła ostatnia szansa na ratunek napisł do Klima poraz ostatni:
Mój list kończył się " ściskam". Twój kończy się "szubrawcem"...
Bucharin został rozstrzelany po procesach pokazowych.
Zdawało by się więc, że Woroszyłow bał się Stalina, a jednak nie. Podczas wojny z Finami, gdy Armia Czerwona ponosiła ogromne klęski Stalin w czasie kolacji wydarł się na Klima oskarżając go o klęski wojska. Rozwścieczony Woroszyłow wstał od stołu i krzyknął: Kto zabił naszych najlepszych generałów?! Kto kazał rostrzelać 40 tysięcy naszych najlepszych oficerów?! Woroszyłow?! Nie! To byłeś ty! To byłeś ty!. Stalin kazał mu zamilknąć na co Woroszyłow porwał z stołu półmisek z pieczonym prosięciem i roztrzaskał o stół. Swoją drogą zarzuty Stalina nie były bez podstawne - Woroszyłow zamiast pracować w sztabie więcej czasu spędzał pozując do kolejnych portretów ( miał na swoim punkcie hopla xD )
Z grubiaństwem i lekkomyślnością Woroszyłowa szło również jego nieprzeciętne okrucieństwo. Klim, niezwykle wrażliwy i uczuciowy w sprawach prywatnych, wobec domniemanych wrogów systemu nie okazywał żadnej litości, nie przyjmował żadnych odwołań i zwykle wręcz domagał się nawyższego wyroku, najlepiej w trybie natychmiastowym. Nie ma się więc co dziwić, że 5 marca 1940 roku, jego podpis znalazł się na osławionym rozkazie, dotyczącym rozstrzelania polskich jeńców wojennych, wziętych do niewoli w wrześniu 1939 roku. Skutkiem tego ponad 22 tysiące naszych oficerów zostało w bestialski sposób wymordowanych w Katyniu, Miednoje, Charkowie i Bykowni.
Podczas II wojny światowej pieprzył każde powierzone mu zadanie. Wybitnym tego przykładem jest numer, który wykręcił dowodząc obroną Leningradu. Po przez swój brak kompetencji pozwolił okrążyć Niemcom miasto co stawiało ZSRR w podbramkowej sytuacji. Na dobitke, przerażony Klim zupełnie stracił głowę i nie zameldował o tym wszystkim Moskwie! Wyobraźcie sobie minę Stalina, który pijąc herbatkę, spokojny o los swego państwa nagle dowiaduje się z NIEMIECKIEGO radia o oblężeniu Leningradu... To, że Woroszyłowa nie roztrzelano uważam osobiście za cud. Jak sam później przyznał ta wojna z Niemcami w niczym nie przypomina wojny domowej ( w której przecież spisywał się doskonale). W dalszym ciągu pozostał jednak niesamowicie odważny. I tu cytat z "Stalin Dwór Czerwonego Cara":
Kiedy pojawił się na froncie pod Iwanowskiem, żołnierze patrzyli, jak "pierwszy Marszałek" przechadza się pod ciężkim ostrzałem artyleryjskim.
-To on! Woroszyłow! Klim!-szeptali- Spójrzcie jak stoi! Jakby w ziemię wrósł!
kilka kilometrów dalej marszałek natknął się na żółnierzy, którzy załamali się pod naporem Niemców. Zatrzymał swój samochód sztabowy, wyciągnął pistolet i poprowadził żołnierzy do ataku z okrzykiem : "Hurra!".
Sceny z wizyt Woroszyłowa na froncie zostały opisane w wielu pamiętnikach ale zawsze wyglądały podobnie - Klim rozmawiał po ojcowsku z żołnierzami, był wyrozumiały i zawsze pchał się do pierwszych okopów zupełnie ignorują świszczące w powietrzu kule.
Oto fragment wspomnień P.K. Koszewoja, dowódcy 65 dywizji strzeleckiej:
-No i dobrze- powiedział marszałek usłyszawszy, że dywizja wypełnia z powodzeniem swoje zadania bojowe- A teraz pojedziemy do któregoś z batalionów na pierwszej lini!
Mierieckow i Jakowlew zaczęli pokazywac mi na migi, żebym w żadnym przypadku nie woził przedstawiciela Kwatery Głównej na pierwszą linię.
-Nie mogę, towarzyszu marszałku. Drogę i linię kolejową zajął przeciwnik. Wszędzie tam, gdzie pojawią się ludzie, bije artyleria i zdarza się gęsty ogień z broni maszynowej.
-Boisz się?- zapytał Woroszyłow- A ja sądziłem, że nie należysz do tchórzliwych. No, idziemy, idziemy...
Na pierwszą linię poszliśmy we dwójkę. Wszystkim innym rozkazał marszałek pozostać na moim stanowisku dowodzenia... Marszałek interesował się wszystkim, i w ogóle nie zamierzał chować się przed kulami, które gwizdały wokół nas orząc śnieg...
Zdrowo oberwałem wtedy od Mierieckowa za tak długi pobyt Woroszyłowa na pierwszej lini. Natomiast sam marszałek był niezwykle zadowolony i opuścił naszą dywizję w doskonałym nastroju.
Ale takie pokazy męstwa i odwagi nie pomagały mu wcale w obronie Leningradu, którego sytuacja stale się pogarszała. ( Klim był w stanie zgubić w lasach CAŁĄ JEDNĄ ARMIĘ i nawet tego nie zauważyć... dobrze, że towarzysze w Moskwie patrzyli mu na ręce... )
W końcu podłamany psychcznie Stalin mianował go naczelnym dowódcą oddziałów partyzanckich ( tej fuch po prostu nie dało się spieprzyć! zwłaszcza że się nic w niej nie robiło... xD ). Klim jeździł sobie pokraju w pancernym pociągu, w którego wagonach panował przepych "jak za cara" i czytając sobie poezję, oraz słuchając muzyki od czasu do czasu przyjmował u siebie na herbatce dowódców partyzanckich, którzy ryzykując życiem przedzierali się przez linie wroga na rozkaz Pierwszego Marszałka tylko po to.... by usłyszeć ulubiony fragment dramatu Sheakspeare'a.
Woroszyłow był poza tym mistrzem w zaliczaniu wpadek na tle politycznym. Gdy Churchill podarował Stalinowi ( Teheran) miecz od króla Angli, dyktator przyjął go godnie, ucałował po czym podał ( z nabożeństwem) swojemu Marszałkowi Obrony, czyli Klimowi. A jako że ten zawsze musiał coś spieprzyć to oczywiście upuścił go na ziemię... mina Stalina była bezcenna xD
Pewnego razu na zebraniu poetów socjalistycznych Stalin walnął przemowę gdzie padały mniej więcej takie słowa ( uwaga, cytat z pamięci, xD ): To nie czołgi, nie karabiny są ważne! To wy, poeci, jesteście inżynierami dusz ludzkich! To od was zależy przyszłość naszego państwa!. Na to Klim z śmiertelną powagą i lekkim zakłopotaniem: Ale towarzyszu... czołgi też są bardzo ważne!
Po wojnie wypadł z łask Stalina, przestał się z nim spotykać i pojawiło się nad nim widmo czystki. Jakoże sam brał gorliwy udział w czystkach w latach 30 można by pwiedzieć - sam się o to prosiłeś! Ale Klim nie wydawał się być tym zbytnio przejęty, dopiero w latach 50 zaczął się niepokoić. Próbował napowrót zbliżyć się do generalissimusa, przypomniał mu więc jak przed rewolucją Koba zajmował się nim w chorobie, jak się zaczęli przyjaźnić, na co Stalin odparł chłodno: Nie pamiętam.
Jednak był przy Stalinie do samego końca. Gdy 5 marca 1953 roku dyktator opuszczał ten najpiękniejszy z światów, Klim stał tuż obok i jeśli wierzyć relacją Chruszczowa, płakał.
Później pełnił funkcje dyplomatyczne, przyjmował zagranicznych gości, był twarzą Związku Radzieckiego.
Walczył po stronie Mołotowa (tzw. grupa antypartyjna) przeciw Chruszczowowi.
Z tym łączy się też jedna zabawna ( przynajmniej dla mnie) sytuacja. Otóż gdy Chruszczow ogłosił w prezydium, że ma zamiar opowiedzieć na zjeździe partii o zbrodniach Stalina, i w dodatku wypuścić niewinnych ludzi z łagrów i więzień, stara gwardia gwałtownie zaprostestowała. W końcu jednak zrozumieli, że z Chruszczowem nie wygrają, bo ma on po swojej stronie wojsko, i postanowili się z nim dogadać. Jako przedstawicieli swojej strony wybrali Bułganina i ( o nieszczęście!) Woroszyłowa. Cała scena rozegrała się w sposób następujący- z jednej strony korytarza kroczył Klim i Bułganin a z drugiej poplecznicy Chruszczowa na czele z szefem KGB Sierowem. No i wtedy się zaczęło... Niziutki Woroszyłow z zaciętą miną ruszył z błyskiem w oczach w strone wysokiego Sierowa: Cóż to, psi generale, szwędasz się po korytarzu? Prochu nawet świński ryj nie powąchał a oficerskie szlify, psia twoja mać, nosi! Nie stój mi na drodze bydlaku!. Nie czarujmy się- Sierow nie był miłym i uczynnym człowiekiem, który wybacza każdą urazę... Złapał Klima za kołnierz i podniósł do góry, nawarczał na niego, zwyzywał od "gadów" poczym odpechnął zaszokowanego Woroszyłowa i kazał mu się wynosić. Z tej propozycji marszałek naturalnie skorzystał.
Uniknął kary z rąk Chruszczowa i pozostał w partii, choć udzielono mu ostrej reprymendy. Szczęście Woroszyłowa skończyło się jednak w 1960 roku, kiedy po kolejnym konflikcie z "młodymi", został wyrzucony z partii.
Gdy przyszedł Breżniew, Klim powrócił do łask i stał się ponownie szanowaną i niemalże czczoną osobą. Spisał swoje wspomnienia, które wywołały ogólny szok wśród jego dawnych kompanów- otóż, przedstawił on Stalina w bardzo pozytywnym świetle i usprawiedliwiał wszystkie jego zbrodnie. Najbardziej oburzony taką postawą okazał się Anastas Mikojan, który również trwał przy Stalinie od początku lat 30: Klim, znamy się tyle czasu... jak mogłeś coś takiego napisać?! na co Woroszyłow warknął, że może pisać jak chce i o czym chce.
Zmarł 2 grudnia 1969 roku z przyczyn naturalnych. W Ługańsku do tej pory stoi jego wielki pomnik.
Parę zdjęć Pana Woroszyłowa:
[link]
[link]
[link]
[link]
PS: Podziwiam szaleńca który odważy się to przeczytać a w dodatku coś z tego zrozumie! xDD











